II Federacja Nordacka

[GG #1] Tak umiera ciągłość... w burzy oklasków...

Bolesław Kirianóo von Hohenburg 29.01.2026 85 wyświetleń Prasa

Ale się wkurzyłem. Tak autentycznie, nieironicznie się wkurwiłem. Nie żeby był jakikolwiek inny winny niż ja sam. Chciałem mianowicie, chciałem od wielu miesięcy rozpocząć Gorzkie Gderanie od artykuliku o nowopowstałym wówczas Kościele Rotryjskim Patriarchatu Walencji, w stanowczo zbyt podlizywawczym tonie chwaląc jego głównych architektów - Juana de la Cerdę i Króla Norberta - za przenikliwość, odpowiedzialność, posiadanie głowy na karku (czy tej samej i na tym samym, pozostawiam do rozstrzygnięcia Czytelnikom) i w ogóle wszelkie cnoty, a to tylko ze względu na nazwę. Ze względu na tę nieistotną, chciałoby się rzec, kwestię, jaką jest nazwanie się Kościołem Rotryjskim Patriarchatu Walencji po uniezależnienia się od Kościoła Rotryjskiego. Ale teraz tego nie zrobię, bo dziś się dowiedziałem, że rzeczona instytucja religijna zmieniła swą nazwę na Kościół Powszechny Patriarchatu Walencji. I cyk, cały czar prysł, cały temat pochwalnego artykuliku poszedł się, to znaczy, poszedł sobie, ma się rozumieć. I teraz tego nie zrobię. Znaczy zrobię, ale inaczej, bo zamiast chwalić Skarlandczyków będę ich krytykował, bo to, co uznałem za narracyjno-teologiczną przenikliwość było chyba dziełem przypadku. Czas wylać gorzkie żale. Zapraszam.

Kto mnie zna nieco bliżej niż tylko z widzenia, wie z pewnością, jak wielkim fanatykiem (hehe) v-religiności jestem. Powiedziałbym nawet nieskromnie, że jestem największym orędownikiem v-religii, gdyż pomimo faktu, że ziemia pollińska wydała w ostatnich latach wielu świętszych ode mnie mężów, żaden z nich nie czyni realnych działań mających na celu czy to wprowadzenie powszechnej świadomości religijnej, a v-religii do narracji, czy to przekonania jak największych rzesz mikronatów do własnej wiary - oba te cele są jak najbardziej w porządku i byłbym absolutnie ukontentowany, gdyby chociaż jeden wielki przywódca v-religijny realizował przynajmniej jeden z nich, najlepiej zaś oba.

Tymczasem tak nie jest, gdyż święci ci mężowie (z całą mą sympatią do świętych mężów) traktują chyba swe wyznania jako ledwie małą cząstkę narracji, dopełnienie krajobrazu danego wirtualnego społeczeństwa. Dobre i to, bo większość Pollinu zdaje się w ogóle wyłączać v-religię z worldbuildingu, co jest tyleż zrozumiałe z perspektywy zwykłego zjadacza opłatka, co szkodliwe dla nas jako całości, gdyż odejmujemy sobie jeden, całkiem ważny element głębi narracyjnej, oczekując, że wszystko będzie bez niego miało taki sam sens, jak to się ma w realu, którego dzieje - czy to się komuś podoba czy nie, a także niezależnie wobec prywatnych poglądów na religię i religijność nas wszystkich, bo to nie ma tu nic do rzeczy - pozostają trwale naznaczonymi religią. Duża część realnej historii i kultury wynika w jakichś sposób z religii, ba, nasz sposób postępowania wynika z zasad i historii religii, na której została zbudowana nasza konkretna cywilizacja, co jest zupełnie bez związku z osobistym wyborem religii lub niereligijności danej jednostki. Również mikronacje zostały zbudowane na ideałach zasadniczo chrześcijańskich, a wszelkie mikronacje stanowczo się tym ideałom sprzeciwiające dziś już dawno nie istnieją. Fakt chrześcijańskości mikronacji, tak jak chrześcijańskości naszej cywilizacji w ogóle nie powinien nieść za sobą żadnego ładunku emocjonalnego, a jednak jestem pewien, że takowy się w komentarzach pojawi.

Ale odchodzę od tematu. V-religia v-zajmuje w v-naszym v-życiu nieproporcjonalnie liche miejsce, jeśli spojrzymy na miejsce religii w życiu prawdziwym, a najwięksi przywódcy światowych kościołów zdają się traktować v-religię jak w najlepszym razie wybór, w najgorszym zaś - wstydliwe hobby, które najlepiej uprawiać w czeluściach własnego forum czy discorda. Gdzieś nawet słyszałem, że i v-ewangelizacja to szopka, bo nikt się przecież nie spodziewa, że ktoś rzeczywiście przejdzie na czyjąś religię przeczytawszy pościki jej przedstawicieli - i to niezależnie od faktu, że takie przypadki jak najbardziej miały miejsce. Słowem, religia ma służyć tylko tym paru osobom, które bawi przeklejanie tekstów mszy na coraz to kolejne nowe wątki, a wyjście z swą wiarą do szerszego grona odbiorców, próby jej promocji są nietaktem.
Ja stoję zaś na stanowisku całkowicie, skrajnie odmiennym, wręcz odwrotnym: głęboko wierzę, że, pierwsze primo, v-religia jest nie najmniejważnym, ale być może najważniejszym składnikiem narracji, bez uwzględnienia którego większość wyborów moralnych naszych postaci nie ma sensu, a kultura, w której są zanurzeni zdaje mi się płytką i nieinteresującą, drugie primo, nierealistycznym jest, by tak nasze postacie, jak i narracyjne NPCy były w tak wysokim procencie obojętne religijnie, nie będąc ani wierzącymi, ani wojującymi ateistami, a skoro tak, należałoby ten stan rzeczy zmienić, trzecie primo, by osiągnąć tą zagubioną już w współczesnym Mikroświecie głębię narracyjną należy stworzyć kościoły i religie które szczerze wierzą w głoszone przez siebie tezy (lub udają takowe) i które realnie próbują nawracać mikronautów, wdając się w debaty teologiczne, konflikty religijne, czystki na niewiernych itp. (lub udają takowy zamiar). Chciałbym religii, w które mógłbym uwierzyć w realu, a nie takich, które krzyczą, że najchętniej w ogóle ich by tu nie było.

Cały czas mówiłem o religiach i świętych mężach w sposób wysoce wymijający, celowo. Czas jednak przedstawić nam dwóch głównych aktorów tej sceny i wyjawić sedno sprawy. Napisawszy to wszystko co napisałem, mogę, myślę, bez dalszych wyjaśnień postawić trywialną tezę, iż mikroświatowa scena v-religijna jest zdominowana przez kościoły i denominacje chrześcijańskie. Rozumiem to i nie złoszczę się o to, jakkolwiek należę raczej do tych, którzy uznaliby podobny stan rzeczy za stan niesłychanie nudny i nieoryginalny. Nie ma żadnego powodu, dla którego skrajnie odrealowe chrześcijaństwo miałoby podbić i tak zdominować Pollin (prócz znowu odrealowego, to jest: większość mikronautów wychowało się w kulturze chrześcijańskiej i/lub realnie należy do takiej też wspólnoty), jednakże jako wolnościowiec mogę jedynie zaakceptować wybór konsumentów. Choć sam przewodzę luźno bazowanemu na wielu realnych religiach Wschodu i Zachodu kiryzmowi, rozumiem też, że odrzucenie tego odrealowego, chrześcijańsko-abrahamistycznego często prowadzi paradoksalnie do mniejszej głębi narracyjnej, gdyż, radośnie porzuciwszy wszelkie wielkie narracje i całkiem ignorując ich bogactwo i skomplikowanie ich nawarstwiającego się od tysiącleci dziedzictwa, tworzymy jakiś generyczny slop pokroju Plemiennej Wiary Wielkiej Świetlistej Wydry i Krwistego Ostrza Rodzimej Ziemi. Jakby, nie ma nic złego w czerpaniu z prostszych, rodzimowiernych wzorców religijnych, lecz tego typu wiara nie jest z rodzaju tych, które mają potencjał na podbicie świata, a o tych cały czas staram się tu mówić. By więc uniknąć mnożenia się generycznych poganizmów, być może już lepiej pozostać przy Drodze, Prawdzie i Życiu Chrystusa Jezusa, nie wiem.

Ale, ale, wracając do dwóch aktorów: mamy Kościół Rotryjski Patriarchy Alberta i Kościół Powszechny Pollinu Arcybiskupa Piwskiego (a teraz Krzysztofa, ale będę mówić raczej o Piwskim jako o wytrawionym graczu v-religijnych szachów 5D). Oba te kościoła bazują rzecz jasna na fundamencie chrześcijańskim, a konkretnie na... katolickim. Tak. Mamy dwie duże religijne instytucje na Pollinie i obie one nawiązują do katolicyzmu. Żeby było śmieszniej, oba te katolickie (a więc "powszechnościowe") kościoły niewiele sobie robią z wzniosłych ideałów swych realnych piewowzorów, bo ani myślą starać się o powszechną dominację, czy chociaż posyłanie przekazu zaznaczającego, że to akurat oni są tym jedynym, powszechnym apostolskim Kościołem Chrystusowym zesłanym przez wirtualnego Jezusa dla wirtualnych ludków. Rotria kiedyś to robiła, ale już nie. Najwyraźniej boją się odstraszać tych legendarnych Noffych Mikronautów, których zdajemy się powszechnie czcić na równi z Aktywnością.

Czym się więc właściwie różnią dwa największe kościoły Pollinu? Zasadniczo niczym. Powiecie zaraz "jakże to, przecież jest całe lore odłączenia się duchownych KPP od Rotrii" - jest to prawda, przecież to ze względu na stagnację rotryjskich władz kościelnych powstał Kościół Powszechny, próbujący być alternatywą dla wyniosłych kardynałów i drederystów. Jest to piękny mit założycielski, jest jeden problem: narracyjny ludzik o tym nie wie lub go to nie obchodzi. Utworzenie KPP jako alternatywy dla Rotrii nie ma żadnej podkładki narracyjnej, jeśli oba bazują na odrealowej liturgii katolickiej. Rozumiecie już, Czytelnicy, na czym polega problem do którego rozrysowania cały czas starałem się, mniej lub bardziej skutecznie, zmierzać. Przedstawię go w postaci zwięzłego zdania: wszystkie lub prawie wszystkie secesje religijne w mikro nie mają sensu narracyjnie. Jasne, stworzenie państwowego Kościoła Świętego w RON jest zupełnie uzsadanione wirtualnie, ale narracyjnie nie trzyma się kupy - naprawdę mam uwierzyć że chłopi I Rzeczypospolitej tak po prostu przerzucili się na uczestnictwo w zupełnie innym kościele po pokoleniowej wierności rotryzmowi, na którym zasadniczo zbudowana jest tamtejsza tkanka społeczna? Naprawdę mam uwierzyć, że ludność całej mikronacji nagle w większości zaczęła wyznawać zupełnie nową, niechrześcijańską religię tylko dlatego, że jego władca postanowił pewnego pięknego popołudnia, że znudził mu się rotryjsko-katolicki klimat? Wciąż obserwujemy secesje religijne i powstawanie nowych kościołów, często na fundamencie wrogości wobec niedawnych przełożonych (co samo sobie jest sytuacją piękną i słuszną, bo jest potencjał na krwawy konflikt religijny), a potem radykanle zerwanie tych nowopostałych kościołów z jakąkolwiek tradycją poprzednich, licząc, że a) wirtualni wierni jakimś cudem zaufają przełożonym, że to był ostatni raz, a teraz to już zbudują Koścół Chrystusowy/Allachowy/Jahwe na Ziemi b) miliony wirtualnych wiernych tak po prostu uzna nie mającą żadnych podstaw w ich świecie i rozumieniu spraw arbitralną decyzję i tak po prostu zmienią cały swój światopogląd. Takie przekonanie jest być może efektem niepochamowanego progresywizmu wielu mirków, wyznawanego tak w realu, jak w mikro, który nakazuje im, samym nie traktującym religii poważnie, nie brać pod uwagę, że ktokolwiek inny będzie ją traktował poważnie. Możliwe, że to moja projekcja.

Oczywiście, problem ten nie dotyka tylko religii; równie dobrze widać go w kwestiach narodowściowo-państwowych: realni mikronauci, "elity" narracyjnego świata wciąż zmieniają miejsce zamieszkania, pełniąc funkcje w znowu to kolejnym państwie, często będąc wrogo nastawionym do poprzedniego, a my patrzymy na to i mówimy "tak, narracyjne ludziki zdecydowanie zagłosowałyby na takich ludzi". Powiedzmy sobie wprost: Mikroświat ma problem z ciągłością i zabija on naszą narracyję, czyniąc ją płytką i bezwartościową. Nie jest to, jak już na pewno odgadł Czytelnik, problem bardzo palący, ale o wszystkich ważnych już napisano dziesiątki artykułów, więc ja zajmę się tym. Nie mówię, że Pollin wymrze w ciągu pięciu lat (jak zawsze, tylko te pięć lat ciągle się przesuwa) jeśli tego nie rozwiążemy, raczej zapraszam kulegów mikronautów do załatania tego naszego Wielkiego Plothole'a. Jak? Propozycje rozwiązań podam w innym artykuliku, dziś mam siłę tylko na narzekanie. Będzie też osobny rant starający się (pewnie nieudolnie) udowodnić, że v-religia istotnia ma wpływ na życie tak mikronauty, jak narracyjnego ludzika i wpływ ten powinien zostać zachowany, gdyż temat ten ledwie liznąłem na początku, a zasługuje na pełne wyjaśnienie.

Dopiero teraz, po tych licznych przygodach w świecie narracji i religii możemy wrócić do tematu z początku dzisiejszego Gorzkiego Gderania: Kościoła Rotryjskiego Patriarchatu Walencji. Gdy pierwszy raz usłyszałem o tym tworze, byłem zachwycony. By to zrozumieć, przeanalizujmy sobie nazwę tegoż wesołego tworu. Kościół Rotryjski Patriarchatu Walencji - nazwa sugeruje, że jest to Kościół Rotryjski, ale nie taki normalny, bo ma wyszczególniony Patriarchat Walencji, tak więc od razu można pomyśleć, że ów Kościół Rotryjski nie przynależy do zwyczajowego swego Patriarchatu, skoro ten musiał być specjalnie wymieniony. Patriarchat to oczywiście w tym kontekście ośrodek władzy religijnej skupionej wobec konkretnego Patriarchy, który, zależnie od tradycji religijnej, jest przywódcą całego kościoła lub tylko jakiejś ważnej jednostki podziału administracyjnego Kościoła, skupionego wokół dużej metropolii. Zwyczajowym Patriarchatem, wokół którego skupiony jest raczej centralistyczny Kościół Rotryjski jest oczywiście Patriarchat w Rotrii, wraz z Patriarchą Rotryjskim. Tu jednak mamy Patriarchat Walencji, zgoła inny ośrodek autorytetu. Zbierając wszystkie te dane do kupy, otrzymujemy taką interpretację: jest to taki Kościół Rotryjski, który odpowiada wobec Patriarchy w Walencji (Skarland), a nie Rotrii, a jednak wciąż ów Kościół, nawet pomimo nieuznawania władzy Patriarchy w Rotrii pozostaje rotryjskim. Szukając głębiej możemy potwierdzić tę teorię: Kościół Rotryjski Patriarchatu Walencji jest po prostu rotryzmem skarlandzkim, przez ichniejszego Króla Norberta wyłączonego spod władzy Patriarchy w Rotrii (powody ich dramy są teraz zupełnie nieistotne, poszło, jak zwykle, o inwestyturę), a jednak wciąż czerpiącego z rotryjskiej liturgii.

I to jest, Szanowni Czytelnicy, "to". To jest sytuacja, w której realność uwierzyłbym, będąc narracyjnym ludzikiem. Król Skarlandu ma problem z Kościołem Rotryjskim w swym kraju, powołuje więc kościół narodowy z stolicą w Walencji. Narracyjne ludziki nie mają dużego problemu, bo liturgia i teologia pozostają zasadniczo rotryjskie (rotryzm skarlandzki zdradza skłonność do protestantyzowania i upraszczania struktur kościelnych, co jest dodatkowym smaczkiem). TAK właśnie buduje się narrację religijną. Nie radykalne ucinanie więzów, ale gładkie przejście, realistyczna zmiana. Taka sama akcja jak z państwowym Kościołem Świętym z RON, a jednak poprowadzona o tyle lepiej. Nic tylko się cieszyć, że wreszcie ktoś zrozumiał moje frustracje związane z v-religijnością, a ja nie musiałem nawet pisać rantu na ten temat.

Albo i nie zrozumiał. Może nigdy nie rozumiał, może były inne powody niż podzielanie moich poglądów na tę sprawę. W każdym razie dziś dowiedzieliśmy się, że Kościół Rotryjski Patriarchatu Walencji staje się Kościołem Powszechnym Patriarchatu Walencji. Teraz cała moja poprzednia analiza nie może mieć racji bytu. Dlaczego Kościół Powszechny, czy to jakiś spinoff KPP? Nie, po prostu Patriarcha w Walencji obudził się pewnego ranka i uznał że tak brzmi fajniej. Czy człon "Patriarchatu Walencji" sugeruje, że jest to jakiś zbuntowany wobec Piwskiego kościółek? Również nie. Mamy po prostu kolejną nazwę w którą nie włożono żadnego pomyślunku i w ten sposób wewnętrzna spujność owego skarlandzkiego kościoła spada o jeden poziom. Wciąż jest to fajny projekcik, o tyle, że nie udaje całkowicie nowej rzeczy pomimo bycia kolejną, entą już próbą przeniesienia katolicyzmu na pole wirtualne, ale jednak trochę się zawiodłem, nie powiem. Wracamy chyba do bezpłciowych kościółków, które na dobitkę pomimo tej całej katolickości, "powszechnościowości" usilnie starają się nie być denominacjami o ambicjach uniwersalistycznych.

Podsumowując całe te moje wypociny, mamy spory problem z ciągłością. Wyrzucamy budowaną czasem latami, a czasem nie wirtualną spuściznę przez okno, gotowi spisać nową. Ile już razy w twojej mikronacji padła propozycja całkowitego rebrandingu, stworzenia całkowicie innego kulturowo państwa o jedynie tej samej nazwie w imię świeżości i próby sprowadzenia mitycznych Noffych Mikronautów? No właśnie. Następnym razem, gdy padnie propozycja zmienienia anarchokapitalistycznego reżimu buddyjskiego w kolonialną Danię, skontruj ją pomysłem utworzenia duńskiej kolonii anarchakapitalistycznego reżimu buddyjskiego. Nie pożałujesz, a jeśli nawet, ja nie pożałuję, bo mnie tam nie będzie, a będę mógł z bezpiecznej odległości zachwalać tą spójną narracyjnie kontynuację v-tradycji.

Miałem przeczytać to jeszcze raz i uporządkować nieco moje myśli, ale nie mam ochoty. Zresztą, im więcej nieścisłości, tym więcej komentarzy, a za komentarze pod artykulikiem też się chyba dostaje jakieś bonusy, przynajmniej w Sarmacji. Albo i nie. Nie jestem pewien, a nie interesuje mnie to na tyle, żeby sprawdzić.
Dobranoc.


Zaloguj się, aby polubić ten artykuł.

Polubili: Kamiljan de Harlin, August de la Sparasan, Andrzej Ordyński, Franciszek von Hohenburg-Karandziej, Piotr Jankowski

Komentarze

Piotr Jankowski | 19.02.2026 17:37

O ile nie przesadzałbym z całkowitą spójnością narracyjną, której w mikroświecie nie było i raczej nie będzie, to faktycznie działania Kościoła Rotryjskiego Patriarchatu Walencji śledziłem zawsze z podziwem dla ich relatywnego rozmachu i spójności wewnętrznej. Tak, decyzja o podwójnej zmianie nazwy na pewno nie przysparza tej instytucji szacunku w moich oczach i wydaje mi się absolutnie chybionym pomysłem. Zamiast czegoś w rodzaju anglikanizmu, mamy katolicyzm nr co najmniej 4.

Zaloguj się, aby dodać komentarz.